-Jak ja nie cierpię poniedziałków…- powiedziałam sama do
siebie.
Faktycznie, nienawidziłam ich mimo tego, że mogłam dłużej pospać.
Zajęcia zaczynały się o 9:30, więc
miałam dodatkowe półtorej godziny.
Pomimo to, obudziłam się o 7:30 i nie mogłam zasnąć. Postanowiłam wstać
i wyjść po świeże pieczywo. Opuściłam ciepłe łóżko i udałam się do łazienki.
Przemyłam twarz zimną wodą i umyłam zęby. Zrezygnowałam z makijażu. Nigdy nie
czułam się dobrze w tych wszystkich fluidach i pudrach. To zdecydowanie nie dla
mnie. Stawiam na naturalność. Udałam się do szafy, wyjęłam z niej czarne
legginsy i kwiecistą tunikę. Na stopy włożyłam czerwone baletki, a z wieszaka
zdjęłam mój ulubiony, wielki koszyk. Zabrałam telefon,portfel i mp3. Włączyłam
piosenkę Coldplay- Charlie Brown, która zawsze wprawia mnie w dobry nastrój i
wyszłam.
Na ulicy, mimo tej godziny, nie było zbyt dużego ruchu.
Spotkałam tylko paru rowerzystów i pieszych. Słońce przyjemnie ogrzewało moją
twarz. Spojrzałam na zegarek. Punkt ósma. Uznałam, że mam jeszcze trochę czasu
i usiadłam na ławce.
„Taki piękny dzień.
Moje problemy nie mogą popsuć mi humoru. Za kilka dni przyjeżdza Jeremy. Ciekawe
jak to będzie… Mam się z nim spotkać? I co mu powiem?”- myślałam wygrzewając
się na słońcu i wyginając głowę do tyłu.
„A to wczoraj z Miłoszem to nie wiem, co to miało być…
Przecież widzieliśmy się dwa razy w życiu… Bardzo go lubię i w ogóle, ale nie
wiem… O matko. Ja nigdy nic nie wiem. Nienawidzę się za to. Mam nadzieję, że dzisiaj nie posunie się
dalej niż wczoraj. Podoba mi się. Nawet
bardzo. Zresztą komu mógłby się nie podobać. Wysoki, młody, przystojny brunet,
z pięknymi, zielonymi oczami i zniewalającym uśmiechem. Czego można chcieć
więcej? Chyba tego, że nie jest Jeremy’m… Wszystkich facetów porównuje do
niego. Chyba coś jest ze mną nie tak…”- otworzyłam oczy i zobaczyłam, że
leżałam tak ponad pół godziny.
Przetarłam oczy i wstałam. Zdecydowanym krokiem ruszyłam w
stronę piekarni. Kupiłam 4 świeże bułki i 2 ciastka francuskie. Zdecydowałam
się kupić także kawę. Zamówiłam sobie gorące expresso i wyszłam ze sklepu. Miałam
jeszcze pół godziny do wyjścia, więc szybkim krokiem poszłam w stronę miejsca
mojego zamieszkania. Koło kamienicy spotkałam Maję. Całkiem zapomniałam, że
miałyśmy razem iść na zajęcia.
- Przepraszam. Zapomniałam.- powiedziałam ze skruchą do
koleżanki.
- Spoko. Nie czekam długo. Idź się zbieraj, bo nie mamy zbyt
wiele czasu.- opowiedziała.
Weszłam do budynku i pobiegłam do mieszkania. Zabrałam tylko
zeszyty, a usta przejechałam błyszczykiem. Byłam gotowa.
- Ok. Możemy iść.- krzyknęłam do przyjaciółki.
- Witam.- usłyszałam męski głos.
- Cześć Miłosz, co ty tu robisz?- zapytałam zszokowana.
- Heh. Tak mnie witasz? Nieładnie.- zażartował mężczyzna-
Mówiłaś wczoraj, że idziesz dziś na zajęcia, więc pomyślałem, że przyda ci się
podwózka.- uśmiechnął się zawadiacko.
- Myrhry- Maja udawała, że się dusi. Myślałam, że padnę ze
śmiechu.
- Heh, no tak. Zapomniałam was przedstawić. To Maja, a to
Miłosz.- wskazałam najpierw na dziewczynę, później na mężczyznę.
- Bardzo mi miło.- odparła,
wyraźnie zauroczona Miłoszem, Maja.
- Mnie też.- Uśmiechnął się
Miłosz.- Mamy 15 minut. Musimy się zbierać. Jedziesz z nami?- zapytał mojej
przyjaciółki.
- Bardzo chętnie, ale mam
rower.- odparła Maja.- Miło było cię poznać. Do zobaczenia.- odpowiedziała
dzieczyna i zaczęła wbijać mi swój łokieć w bok.
- Widzimy się na uczelni,
Maja.- powiedziałam i uwolniłam się, nie mogąc opanować śmiechu.
- Tak, tak. Pa.- puściła mi
oko.
- Idziemy? Zaparkowałem tam.-
wskazał ręką na swój srebrny samochód.
- Okej.- uśmiechnęłam się do
niego.- Miło, że przyjechałeś.- odwzajemnił uśmiech.
Wsiedliśmy do samochodu.
- Fajna ta twoja przyjaciółka.-
zagadał mężczyzna.
- No tak. Nie wiem, co bym bez
niej zrobiła. – odpowiedziałam.
- Dobrze mieć kogoś takiego
przy sobie. – odparł bez wyraźnego entuzjazmu w głosie.
- Coś nie tak?- zapytałam
zaniepokojona.
- Nie, wszystko ok. – zrobił
udawany uśmiech.- Kiedyś może o tym pogadamy.
- Dobrze. Jesteśmy już na
miejscu.- powiedziałam.
- Rzeczywiście.- wysiadł z
samochodu i otworzył mi drzwi.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co. Kiedy widzimy
się znowu?- zrobił maślane oczy.
- Aa nie wiem. Zadzwoń
wieczorem.- ucałowałam go w policzek.
- Nie odczułem w tym pocałunku
ani trochę entuzjazmu.- uśmiechnął się zawadiacko- To powinno wyglądać tak.-
pocałował mnie soczyście w policzek.- Ooo tak.- wyszczerzył zęby dumny ze
swojego dzieła.
- Do usłyszenia. Miłego dnia. – uśmiechnęłam
się i odeszłam. Miłosz jednak złapał mnie za rękę, przysunął do siebie i objął
wpół.
- Teraz na pewno będzie miły.
–miałam wrażenie, że wiedział jak działa na mnie jego uśmiech.
- Muszę już iść, bo się spóźnię.
- Oj, tylko 5 minut… Nic się
nie stanie.
- Stanie się. Niedługo się
zobaczymy. Pa.- uśmiechnęłam się i odeszłam. Odwróciłam się i pomachałam do
niego.
- Zadzwonie wieczorem!-
krzyknął i odmachał mi serdecznie.
Było mi bardzo miło,chociaż ani
trochę nie przypominał Jeremy’ego, tego wysokiego, postawnego chłopaka z burzą
kręconych włosów. W niczym nie był do niego podobny. Może i lepiej.
- No, no, no.- w holu uczelni
czekała na mnie Maja- Kto to był? I czemu nic mi nie powiedziałaś?
- Pamiętasz tego lekarza, do
którego dzwoniłam ostatnio?- uśmiechnęłam się.
- To on?! Nie gadaj!
Wyobrażałam sobie jakiegoś starszego faceta… A tu proszę bardzo…- dziewczyna
była w szoku.- Jeśli nie jesteś jakoś szczególnie nim zainteresowana to wiesz…-
wyszczerzyła zęby.
- Jasne, jasne. – ruszyłam
przed siebie- Przez ciebie będę miała siniaka na prawym boku!- pokazałam bolącą
część ciała.
- Przepraszam, ale musiałam
jakoś wyładować emocje. Nie codziennie spotyka się takiego faceta.- uśmiechnęła
się.- Jesteście razem?
- Nie! To znaczy nie. Jest
bardzo miły i w ogóle, ale nie.- gubiłam się w zeznaniach.
- Jak to nie? Przecież on jest
wpatrzony w ciebie jak w obrazek dziewczyno! Wykorzystaj to jakoś.- zaczęłyśmy
się śmiać.
- Mam go związać, zasłonić oczy
i zgwałcić?- zapytałam ledwo łapiąc oddech.
- Interesująca propozycja.-
Maja puściła mi oko.
W bardzo dobrych humorach
udałyśmy się na salę. Podczas zajęć zaczęłam jej tłumaczyć sprawę z propozycją
posady, jednak postanowiłyśmy dokończyć naszą rozmowę wieczorem. Chciałyśmy zjeść pyszną kolację, pogadać i
obejrzeć wszystkie horrory, jakich jeszcze nie widziałyśmy. Umówiłyśmy się na
20.
Uczelnię, w szampańskich
nastrojach, opuściłyśmy ok. godziny 14. Maja wsiadła na swój rower i pojechała
do swojej pracy. Ja miałam całe 6 godzin dla siebie i postanowiłam odwiedzić
tatę i doradzić się w sprawie pracy. Ojciec mieszkał w małej wiosce pod
Warszawą. Po śmierci mamy, został z nim mój brat, który razem ze swoją
żoną Anką i małym Adasiem,
przeprowadzili się do niego z Wołomina. Marek zawsze miał świetny kontakt z
tatą i nie wyobrażał sobie zostawić go samego, a rodzice mieli duży dom, więc
nie było żadnego problemu z ich zamieszkaniem tam. Cieszyłam się na spotkanie z
nimi. Pospiesznie wybrałam numer Marka. Po kilku sygnałam usłyszałam głos w
słuchawce.
- Slucham?- rozbrzmiał głosik
maleńkiego chłopca.
- Cześć Adasiu. Tatuś jest
gdzieś niedaleko?- zapytałam z czułością.
- Ciocia!- zdążyłam usłyszeć
tylko tyle- Cześć siostra! Co się stało, że dzwonisz?- odezwał się mój brat.
- A to musi się coś dziać?-
zapytałam- Chciałabym was dzisiaj odwiedzić. Jesteście w domu?
- Pewnie! Zaraz powiem tacie.
Na pewno bardzo się ucieszy.Wyjechać po ciebie na dworzec?- wyrecytował jednym
tchem.
- Byłoby świetnie. Na miejscu
będą za jakąś godzinę.Biegnę na autobus. Do zobaczenia.- pożegnałam się z
bratem.
- Pa.
Wsiadłam w nabliższy tramwaj,
który jechał w stronę dworca autobusowego. Gdy wysiadłam postanowiłam kupić
jeszcze jakieś słodycze dla małego i bliskich, i poszłam poczekać na autobus.
Planowo powinien przyjechać za 5 minut na stanowisko 3. W rzeczywistości
czekałam 10 minut dłużej, ale w końcu się doczekałam. Kupiłam bilet studencki i
usiadłam na najbliższym siedzeniu. Włączyłam muzykę i odpływałam przy muzyce 30
seconds to Mars. Nim się spostrzegłam, byłam już na miejscu, a na ławce
siedział mój brat z synem. Uśmiechnęłam się na ich widok.
- Heej!- Krzyknęłam w ich
stronę i ucałowałam Marka.
- Cześć ciociu. To dla ciebie!-
Adaś stał uśmiechni ęty i wręczył mi bukiecik polnych kwiatów- Cały dzień
zbierałem!- podniosłam go na ręcę i wyściskałam.
- Doceniam to. Dziękuję ci
bardzo. Jak ty wyrosłeś! Niedługo będziesz taki jak tata, prawda?- uśmiechnęłam
się do niego.
- Mama też tak mówi.- spojrzał
w stronę taty.
- Chodźcie! Jedziemy do domu.-
zarządził Marek- Ania pewnie czeka na nas z obiadem.
Poszliśmy w stronę wielkiego,
terenowego auta i wsiedliśmy do niego. Droga do domu trwała jakieś 5 minut. W
końcu byliśmy na miejscu. Mój uśmiechnięty ojciec siedział spokojnie w fotelu
na werandzie, kiedy jednak zobaczył samochód poderwał się do góry. Wstał i
próbował za pomocą laski zejść po schodach. Widząc, jak wielki to dla niego
wysiłek, pobiegłam tak szybko jak mogłam.
- Tatku! I po co się tak
zrywasz? Przecież już do ciebie biegnę.- podeszłam do niego i uściskałam go z
całych sił.
- Moja kochana córcia, wreszcie
odwiedziła starego ojca! – zażartował tata- Chodźmy do domu. Ania zrobiła
mizerię na obiad.- powiedział próbując dżwigać się na nogach i podnieść do
góry.
-Chodź tato, pomogę ci.-
przyszedł Marek i pomógł mu wejść do domu.
Wchodząc do korytarza poczułam
ten charakterystyczny zapach cytryn i palonego drewna. Rodzice zawsze wieczorem
palili w kominku i teraz Marek i Ania przejęli tę tradycję. Uwielbiałam ten aromat unoszący się w powietrzu.
- Hej bratowa!- podeszłam do
Ani i uściskałam ją serdecznie- Słyszałam, że zrobiłaś mizerię. Załapię się na
trochę?
- Hej. Oczywiście. Obiadu
wystarczy dla każdego. Proszę umyć ręcę i siadamy do stołu!- odwzajemniła
uścisk i udała się do kuchni. Wszyscy pozostali
poszli do łazienki, wykonać polecenie pani domu.
Posiłek był przepyszny. Ania
była świetną kucharką, wspaniałą żoną i matką. Mój brat nie mógł trafić lepiej.
Znali się od technikum, więc jest to typowy przykład szkolnej miłości. Pamiętam
jak w nocy wymykał się z domu, żeby się z nią spotkać, a mnie przekupywał
cukierkami. 10 lat różnicy między nami nie było dla nas żadnym problemem.
Zawsze świetnie się dogadywaliśmy. Teraz, kiedy ma swoją rodzinę, nie często
się widzimy, więc tym bardziej cieszyłam się na to spotkanie.
Po obiedzie, kiedy Adaś bawił
się na podwórki, a my siedzieliśmy na werandzie i piliśmy kompot postanowiłam z
nimi porozmawiać.
- Muszę z wami pogadać.-
powiedziałam nieśmiało.
- Wiedziałem, że nie
przyjechałaś bez powodu!- krzyknął mój brat triumfalnie- To coś powazniego?-
dodał szturni ęty przez żonę.
- Raczej tak… W zasadzie
to nawet dobra wieść.- odpowiedziałam.
- Wychodzisz za mąż?!- zapytał
Marek.
- Coś ty!- odparłam-
Dostałam propozycję pracy w dość dobrej restauracji. Praktycznie dostałam
propozycję przejęcia całej restauracji.
- Coo?- zapytał tata-
Jak to?
- No ja też nie wiem.
Szef kuchni uznał, że byłabym świetną osobą na to stanowisko i, że mam
wspaniały gust, jeżeli chodzi o potrawy.
- No to nad czym się tu
zastanawiać? Brać i już!- powiedział tata bez ogródek.
- Też tak myśle.- dodał
Marek- To chyba dla ciebie szansa.
- No tak. I to wielka.
Ale w „Machinie” pracuję już od dwóch lat, mam tam przyjaciół i w ogóle…
- A do kiedy masz
zdecydować?- zapytała Ania.
- Facet powiedział, że
poczeka, ile będzie trzeba.- odpowiedziałam.
- No to chyba jakiś
anioł!- krzyknął tata.
- A może on ma jakieś
problemy z tą restauracją i chce ją jak najszybciej komuś oddać?- Marek wyczł
jakiś podstęp.
- Też o tym myślałam…
Nie wiem już co mam robić…- odpowiedziałam.
-Córcia, sama musisz
podjąć decyzję. My ci w tym nie pomożemy.
- Wiem o tym, wiem…
W międzyczasie przybiegł
Adaś.
- Ciociu, ciociu!
Pobawisz się ze mną?!- zapytał rozradowany malec robiąc maślane oczka. Nie
mogła odmówić.
- Ciocia na pewno jest
zmęczona. Daj jej odpocząć.- powiedziała do małego jego mama.
- Chętnie pójdę.-
uśmiechnęłam się do malca i jego mamy- Ja mam dla was coś jeszcze.- wyjęłam z
koszyka czekoladki i cukierki, i wręczyłam je wszystkim. Adaś od razu zjadł
połowę.
- Idziemy?- zapytałam
go.
Tak upłynęło całe
popołudnie. Nadszedł czas odjazdu. Pożegnałam się z bliskimi, a brat odwiózł
mnie na przystanek.
- Słuchaj swojego serca.
Ono ci zawsze słusznie podpowie.- powiedział do mnie Marek patrząc mi prosto w
oczy.
- Trudno go słuchać,
kiedy jest złamane…- odparłam zwiesiwszy głowę.
- Ten Australijczyk
Jeremy? Cały czas o nim myślisz. Przecież wiesz, że to ostatni dupek…- brat
próbował mnie pocieszyć- Nie przejmuj się nim. Nie warto.
-On... przyjeżdza za
parę dni… Dzwonił do Mai.-
- Że niby po co? Nagle
sobie o tobie przypomniał!?- Marek wyraźnie się zdenerwował.
- Ma jakieś interesy w
Warszawie, czy coś. Zresztą… Gówno mnie to obchodzi. Mam teraz ważniejsze
sprawy.- próbowałam się uśmiechnąć, ale na nic się to zdało. Mój autobus
właśnie przyjechał.
- Uważaj na siebie w tej
stolicy. Trzymaj się. I wiesz co? Weź tę restaurację. Lepiej żałować, że się…
- Wiem. – usmiechnęłam
się- Dzięki. Pa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz