Dzisiaj, jak w każdą niedzielę, stawiłam się w
„Machinie” o 8:00. Jak zawsze, najpierw powędrowałam na zaplecze przebrać się.
Spotkałam tam Piotra.
- Fiu, fiu. Co za nogi…- powiedział Piotrek,
zapinając fartuch i opierając się o szafkę- Nie mogę uwierzyć, że założyłaś
szpilki. Stało się coś?
- Dzień dobry.- odparłam z uśmiechem-
Potrzebuję się zwolnić o 12:30 na jakieś
półtorej godzinki. Co ty na to?- zrobiłam oczy jak kot ze „Shreka”.
- Laura, przecież wiesz, że dzisiaj największy ruch…
Nie bardzo sam sobie poradzę z tym wszystkim.
- Nie zapominaj, dlaczego zarudniłeś Michała. Sam
widziałeś, że wczoraj się sprawdził.
- Taa. Szczególnie z naleśnikami…- podsumował
chłopaka mój pracodawca.
- Przestań. Później, w ciągu dnia, było już o wiele
lepiej. Bardzo dobrze współpracowaliśmy. Myślę, że będzie zachwycony móc
przejąć moje obowiązki na te dwie godziny. Jednocześnie to będzie taki
sprawdzian dla niego…
- Dobra już. Możesz iść. Ale góra dwie godziny.-
powiedział niezbyt uradowany Piotr.
- Tak jest szefie!- krzyknęłam całując go w
policzek.
Przebrałam się i razem poszliśmy do kuchni. Tam
czekał już na nas Michał, gawędząc z Melą.
- Siema wszystkim. Co tam?- zapytałam.
- Hej. Bardzo dobrze. Zrobiłem ciasto, tak jak mnie
uczyłaś.- odpowiedział z uśmiechem Michał.
- Wspaniale.
- Dla tego kogoś się tak wystroiłaś?- wyszczerzył
zęby.
- Wcale się nie wystroiłam.- odparłam.
- Widziałem jak wchodziłaś. Obcisłe spodnie,
szpilki, upięte włosy. Nie poznałem cię.
- O kim wy mówicie? Dla kogo się wystroiłaś?-
podchwyciła temat Mela.
- Dla nikogo. Panu od naleśników się coś ubzdurało.
- Nic mi się nie ubzdurało. Po prostu chciałbym,
żeby ktoś kiedyś tak się dla mnie wystroił…- Michał zrobił rozmarzone oczy.
- Uznajmy, że to dla ciebie.- puściłam mu oko.
- Koniec pogaduszek do roboty!- zganił nas Piotr.
Widać było, że nie lubił Michała. Nie mam pojęcia,
dlaczego. Przecież sam go zatrudnił przed kilkoma dniami.
Zabrałam się za przyrządzenie sałatek i marynowanie
ryb i miesa. Chciałam zrobić jak najwięcej, żeby Michał miał mniej do roboty.
Wiedziałam, że Piotr i tak da mu popalić. Zbliżała się 12 i zaczęłam się trochę
denerwować. Mój stres i ciągłe sprawdzanie godziny zauważył Piotrek.
- Możesz już iść. Poradzimy sobie jakoś. I nie
denerwuj się tak. Będzie dobrze.- puścił do mnie oko.
- Serio? Oo świetnie. Dziękuję. Michał, wiesz, co
masz robić?- zwróciłam się do chłopaka krojącego paprykę w paski.
- Yyy. Niebardzo. Chyba słuchać szefa.- odparł
zmieszany chłopak.
- Heh. To też. Ale musisz też upiec, bądź uspażyć
ryby, wszystkie przepisy masz tutaj.- wskazałam dłonią na zeszyt przymocowany
do blatu.- I musisz zrobić zupy. Tak jak
wczoraj. Z deserami sobie razem poradzicie. Wszystkie sałatki są w lodówce. To
chyba wszystko.
- Na pewno.- powiedział Piotr- Poradzimy sobie. Ty
lepiej już zmykaj, bo już piętnaście po.
- Ok. Dzięki. Do zobaczenia za dwie godziny.-
odpowiedziałam niezbyt pewna swoich słów.
- Będzie dobrze. Jakby coś, to wiesz.- wtrącił
Michał, pokazując gest słuchawki.
- Ok. Pa.- wyszłam z kuchni i pobiegłam do szatni.
Założyłam szpilki i żakiet.
Pokropiłam się także moimi ulubionymi perfumami.
Wychodząc przeżegnałam się, mając nadzieję, że Bóg będzie miał mnie w swojej
opiece. Moje prośby zostały wysłuchane.
Z sercem na ramieniu zaczęłam się rozglądać wkoło w
poszukiwaniu jakiejś wskazówki. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Odczytałam SMS’a o treści: „Za kolumną
Zygmunta”. Idąc w tamtym kierunku, słyszałam jak wali mi serce. Obchodząc
kolumnę dookoła zrozumiałam, że ktoś robi sobie ze mnie żarty. Odwróciłam
głowę, żeby odejść , kiedy nagle, naprzeciwko siebie, zobaczyłam postać opartą
o ławkę i szczerzącą zęby. Podeszłam.
- No tak. Mogłam się ciebie spodziewać.-
powiedziałam bez wielkiego entuzjazmu.
- Miałem pokombinować i oto jestem.- odparł.
- No i przeszedłeś samego siebie!- wykrzyknęłam mu
prosto w twarz.
- To źle? Chciałem, żebyś była zaskoczona.- Miłosz
spuścił głowę.
- I jestem. Bardzo. Po prostu nie lubię, kiedy ktoś
bawi się moim kosztem.- byłam zła na niego, że urządził sobie zabawę w kotka i
myszkę.
- Przepraszam. To nie tak miało wyglądać. Jak zawsze
wszystko spieprzyłem.- odpowiedział i wręczył mi mały bukiet moich ulubionych
czerwonych tulipanów- To dla ciebie.- powiedział.
- Dziękuję.- odparłam i usiadłam na ławce.- I co?
Tak będziemy tu siedzieć, czy masz jeszcze jakieś „niespodzianki”?- zapytałam.
- Przestań. Chciałem iść na obiad, ale chyba to już
nieaktualne…
- Nie? Nie po to szłam tutaj w 10-centymetrowych
szpilkach.- wstałam i poszłam przed siebie.
Miłosz mnie dogonił i wyciągnął rękę.
- Służę ramieniem.- uśmiechnął się do mnie chyba
najpiękniej jak potrafił. Nie mogłam nie skorzystać.
- Chętnie. Widzisz jak się poświęcam?- wskazałam na
buty i uśmiechnęłam się.
Nagle Miłosz podszedł i wziął mnie na ręcę. Moje
sprzeciwy nie pomagały.
- Mówiłaś, że bolą Cię nogi. Teraz już za późno. Do
której knajpy idziemy?- zapytał i pokazał swoje wszystkie, białe jak śnieg,
zęby.
- No to może do tej, po prawo? – wskazałam na miłą
restaurację, niedaleko nas.
- Załatwione.
Widziałam, jak ludzie dookoło się na nas patrzyli.
Szczerze, to jakoś się tym nie przejęłam.
Miłosz postawił mnie na nogi tuż przed drzwiami
restauracji.
- Jesteśmy na miejscu.- uśmiechnął się.
- Widzę. Ładne miejsce. Nie byłam tu jeszcze.
- Ja też nie.
Udaliśmy się wgłąb budynku. Usiedliśmy, a od razu
przyszła do nas miła kelnerka. Podała nam Menu, a my zaczęliśmy wybierać coś
dla siebie.
- Mam tylko dwie godziny. Musimy się pospieszyć. –
Oznajmiłam mojemu towarzyszowi.
- I tak się cieszę. Równie dobrze mogłaś w ogóle nie
przyjść, albo zostawić mnie po tej nieudanej „niespodziance”. Przepraszam.
- Rozważałam taką możliwość, ale coś jednak byłeś mi
winny, a ja jestem bardzo głodna.- odpowiedziałam, puszczając mu oko.
- Heh. Laura, co
zamawiasz?- zapytał, widząc zmierzającą w naszym kierunku kelnerkę.
- Ja poproszę filet z
łososia pieczony z cytryną i kolendrą, i sałatkę z rukoli do tego. Proszę
jeszcze wodę niegazowaną z cytryną.
- Ja poproszę kurczaka
po hawajsku i sałatkę z pomidorów do tego.
- Do kurczaka po
hawajsku, lepsza będzie sałatka z ananasem i selerem. Macie taką?- zapytałam
kelnerkę.
- Nie mamy, czegos
takiego w menu, myślę jednak, że dla państwa szef kuchni specjalnie coś takiego
zrobi. Jakie jeszcze dodatki do tego?
- Roszpunka, ananas,
seler i kukurydza. To wszystko z oliwą z oliwek i odrobiną jogurtu naturalnego.
Co ty na to, Miłosz?
- Wspaniała. – odparł
zaskoczony mężczyzna.
- A i proszę skropić
sokiem z cytryny. Dziękuję, to wszystko.
-Życzy Pan sobie także
coś do picia?- spytała kelnerka.
- Poproszę to samo, co
dla niej.-wskazał na mnie- Dziękuję.
Kelnerka odeszła od
naszego stolika i poszła w kierunku kuchni.
- Skąd się na tym
znasz?- od razu zapytał Miłosz.
- To moja praca.
–odpowiedziałam- To, co kocham.
- To widać. Ty mówiłaś
o tym z taką pasją, z jaką nawet ja, nie opowiadam o cyklu pracy serca.
- Heh. Właśnie.
Opowiedz mi coś o sobie, o swojej pracy, rodzinie i w ogóle.
- Pracuję w klinice
kardiologii i zajmuję się tymi poważnymi przypadkami. W przyszłym roku czeka
mnie mój pierwszy przeszczep serca i na razie się tego uczę. Po za tym, już od
jakichś 3 lat pracuję w fundacji „Serce za serce” i pomagam ludziom z poważnymi
wadami serce, których nie stać na pobyt w klinice.- wyrecytował jednym tchem-
Jeśli chodzi o rodzinę to moi rodzice mieszkają w małej wiosce pod Poznaniem.
- Musisz mieć naprawdę
ciekawą pracę. I do tego ta fundacji. Nieźle. Potrącając mnie na pasach,
chciałeś zdobyć kolejnego pacjenta?- zażartowałam,ale on chyba jednak nie
zrozumiał żartu.
- Przepraszam, przecież
wiesz, że to nie tak miało wyglądać… Dzisiaj chciałem to wszystko naprawić,ale
chyba mi nie wyszło…- mężczyzna zrozumiał moje słowa śmiertelnie poważnie.
- Żartowałam. Czy
wyszło, to się okaże próbując naszych dań.- uśmiechnęłam się, mając nadzieję,
że choć trochę rozweselę Miłosza. W naszą stronę zmierzała kelnerka.
- Szef kuchni prosi
Panią do siebie.- powiedziała kobieta.
- Słucham?- zapytałam.
Byłam zszokowana.
- Szef kuchni prosi Panią
do siebie.- powtórzyła słowo w słowo.
- Ale w jakiej sprawie?
Coś nie tak?-spytałam.
- Proszę za mną. –
powiedziała.
Zrobiłam pytającą minę
w stronę Miłosza. Odwzajemnił się tym samym. Śledząc kobietę próbowałam jeszcze
dowiedzieć się, o co chodzi jednak nie chciała nic powiedzieć.
- Witam Panią!- w progu
przywitał mnie starszy mężczyzna, który najprawdopodobniej był szefem kuchni.
- Dzień dobry. Stało
się coś? Coś nie tak?- zapytałam.
- Wręcz przeciwnie. To
co Pani zamówiła, jest po prostu… po prostu… wspaniałe! Dawno nie spotkałem
kogoś z tak dobrym gustem.
- Tak, więc nadal chyba
nie wiem, o co chodzi.- odparłam zmieszana.
- No tak. Od dawna
szukam kogoś na moje miejsce. Najwyższa pora na emeryturę, a ja nadal nie mam
nikogo, komu mógłbym powierzyć kuchnię i swoje przepisy. A teraz mam wrażenie,
że kogoś takiego znalazłem! Pani jest dla mnie jak objawienie! Płomyczek
nadziei, posród mroku!- mężczyzna ciągnąłby dalej, gdybym mu nie przerwała.
- Ale ja tylko
zamówiłam sałatkę. Nie może Pan, po tym ocenić moich umiejętności.
- Ja wiem , że byłaby
Pani na właściwym miejscu. Jeżeli Pani chce, to ja mogę podpisać umowę nawet
teraz!- wykrzyczał mi w twarz.
- Nie!- krzyknęłam od
razu- To znaczy, ja pracuję, nie mogłabym, tak ot, rzucić pracy. Mam
zobowiązania.- powiedziałam zdeorientowana całą sytuacją.
- Ja Panią doskonale
rozumiem. Jeśli jednak się Pani zdecyduje, to mój numer.- podał mi kartkę-
proszę się odezwać. Zaczekam, ile będzie trzeba. A teraz proszę już iść.
Sałatka i ryba już na Panią czekają. Do zobaczenia.- to ostatnie zdanie
powiedział tak, jakby był tego pewien. Może miał rację…
Wyszłam z kuchni i
poszłam w kierunku naszego stolika.
- Stało się coś? Jesteś
taka blada.- zapytał zmartwiony Milosz.
- Właśnie dostałam
propozycję pracy.- odpowiedziałam siadając i biorąc łyk orzeźwiającej wody.
- Co?- zasmiał się
mężczyzna.
- No ja też jestem w
szoku.- spojrzałam na zegarek- Została godzina. Jedzmy.- siegnęłam po widelec i
spróbowałam sałatki Miłosza- Faktycznie dobra.- uśmiechnęłam się do siebie.
- To dzięki niej?-
zapytał.
- No tak podobno jest „
po prostu…wspaniała!”- zaśmiałam się.
Zaczęliśmy jeść. W
międzyczasie rozmawialiśmy o pasjach, mojej pracy i studiach. Nim się
spostrzegliśmy musieliśmy już wychodzić.
- Chyba muszę już iść.
Muszę jeszcze dotrzeć do mojej restauracji.
- Nie ma problemu.
Zawiozę cię. Gdzie to jest?-zapytał.
- Niedaleko, w centrum.
Pokaże ci.- odpowiedziałam.
Poszliśmy w stronę jego
samochodu i wsiedliśmy. Podwiózł mnie pod samą restaurację.
- Było bardzo miło.
Dziękuję.- powiedziałam.
- Zadzwoń do niego.-
rzekł.
- Do kogo?
- No do tego szefa
kuchni. Chcesz do końca życia pracować tutaj?- zapytał wskazując na budynek.
- Mam tutaj przyjaciół,
pracuję tu od dwóch lat… Dobrze mi tutaj.- powiedziałam z sentymentem w głosie.
- Zrobisz, jak będziesz
chciała, ale to twoja życiowa szansa. Nie zmarnuj jej.
Wiedziałam, że mówił
szczerze. W zasadzie, po co miałby kłamać. „Laura, czeka cie kolejna trudna
decyzja”- pomyslałam.
- Ja też się świetnie
bawiłem. Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że chociaż trochę się
zrehabilitowałem.- uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
- Troszkę. Tak tyci-
tyci.- palcami pokazałam odrobinę.
- Mam nadzieję, że będę miał okazję
zrekompensować się jeszcze wiele razy.- oznajmił Miłosz.
- Zobaczymy, jak
będziesz kombinował.- uśmiechnęłam się.- Do zobaczenia.
- Pa.- cmoknął mnie w
policzek.
-Pa.- pocałowałam go w
drugi.
- Spotkajmy się jutro.-
powiedział i pocałował mnie w usta.
- A więc do jutra. –
wyrwałam się i weszłam do środka.Widziałam jak odjeżdzał.
Poszłam szybko do
szatni się przebrać i pobiegłam do kuchni. Przywitałam wszystkich krótkim
„Hej”.
- Hej! Mniemam, że było
ok, skoro nie dzwoniłaś, hm?- zapytał Miłosz.
- Tak, tak ok.-
odparłam od niechcenia. Czułam, że policzki mnie palą, więc odwróciłam się i
wyjęłam mięso z lodówki. Zaczęłam przygotowywać pieczeń rzymską i już do 22, do
nikogo się nie odzywałam. Po prostu umyłam ręce, przebrałam się i wyszłam.
- Stało się coś?- zza
drzwi wyszedł Michał i zauważył moją wystraszoną minę.- Przepraszam. Nie chciałem
Cię przestraszyć.
- Nic się nie stało.
Wszystko ok. Po prostu jestem zmęczona.
- Kim był ten facet?-
zapytał bez ogródek.
- Kolegą. –
odpowiedziałam.
- Od kiedy to całujesz
się z kolegami?- zapytał pewien siebie.
- Skąd wiesz? Poza tym
to chyba moja sprawa z kim się całuję, prawda?- odparła wkurzona, że ktoś wtyka
nos w moje sprawy.
- Prawda. Przepraszam.-
odpowiedział zmieszany moją reakcją.
- Dostałam propozycję
pracy.
Nie wytrzymałam.
Musiałam komuś powiedzieć. Opowiedziałam mu o wszystkim i nim się zorientowałam
byliśmy pod moją kamienicą.
-Dobranoc.- pocałował
mnie w policzek i odszedł.- Przemyśl to wszystko. To dla ciebie szansa.
- Dobranoc.-
odpowiedziałam i udałam się w stronę wejścia. Niebo było ciemne, a gwiazdy i
księżyc pięknie podkreślały urok majowej nocy.” Kolejny wiosenny dzień za mną”-
pomyslałam i weszłam o budynku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz