niedziela, 12 lutego 2012

Chapter II



Siedząc nad kolejnym esejem na temat „Kraje anglojęzyczne-ich znaczenie w kulturze europejskienaj” nawet nie spostrzegłam, że ktoś usilnie próbuję się do mnie dodzwonić, kiedy mój wyciszony telefon leży sobie grzecznie w torebce. Jednak coś  mnie tchnęło i sprawdziłam połączenia. 

- No tak. Brawo. 5 połączeń nieodebranych od Mai. Ciekawe co się stało.- powiedziałam sama do siebie, wybierając numer przyjaciółki. Znałyśmy się dobre 3 lata i wiem, że, kto, jak kto, ale Maja nie dzwoni, aż 5 razy z byle powodu. Zaciekawiona i lekko poddenerwowana wsłuchiwałam się w sygnał.

- No wreszcie! Już myślałam, że UFO cię porwało! Czemu nie odbierałaś moich telefonów?- zapytała przyjaciólka z wyrzutem.
- Przepraszam, ale telefon wyciszony leżał sobie w torbie, a ja robiłam referat. Mów lepiej co się stało. Raczej nie dzwoniłaś  5 razy bez powodu!- myslałam, że ciekawość zje mnie całą.
- No słusznie myślisz. Nigdy  nie zgadniesz, kto do mnie dzisiaj dzwonił!- zapytała Maja.
- Artur sobie wreszcie o tobie przypomniał? Nie żartuj. Odpuść sobie tego pajaca.
- Pudło.-oznajmiła.
- Nie? No to nie mam pojęcia. Może twój ojciec? Ale nie.. to jest nie możliwe. To on?- zapytałam.
- Nie, to nie on. I całe szczęście.  Tego bym chyba nie zniosła. Dobra, powiem ci, bo widzę, że kiepsko ci idzie.
- No dalej mów!- powiedziałam podniecona.
- Jeremy! Dzwonił, żeby zapytać co u mnie i u ciebie oczywiście, i oznajmić, że przyjeżdza  w przyszłym tygodniu na sympozjum! No i co? Tego się nie spodziewałaś?!- wręcz wykrzyczała mi do słuchawki.

Faktycznie, tego się nie spodziewałam. Zamarłam w bezruchu i nie mogłam wydusić z siebie słowa. On? Jak to w ogóle możliwe. Nie odzywał się ponad rok, a tu nagle jeden telefon  zburzył cały mój dotychczasowy ład. Jasne, myślałam o tym dość często, w końcu obiecał mi, że jeszcze się zobaczymy, ale w przyszłym tygodniu?! Już? Zupełnie nie byłam na to przygotowana,

- Laura? Jesteś tam? Halo. Odezwij się.- z rozmyslań wyrwał mnie głos przyjaciólki.
-Tak, tak, jestem.  Zamurowało mnie.- zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć.
- On się odezwał! Tak jak obiecał! Nie cieszysz się?- Maja była wyraźnie wniebowzięta tym faktem.
- Nie wiem. Jestem w…. totalnym szoku. Minął rok. Powoli traciłam już nadzieję, a tu…BUM. Po prosto nie wiem, co powiedzieć...-byłam roztrzęsiona, a moje wypowiedzi pozbawione ładu.
- No tak, wiem.. Ale w końcu dotrzymał obietnicy. Może nie miał czasu, żeby się odezwać, przylecieć do Polski, przecież wiesz, że bronił magistra. No nie wiem.- Maja jakoś próbowała go usprawiedliwiać.
- I zostaje jeszcze jedna kwestia. Dlaczego zadzwonił do ciebie, a nie do mnie?- ze smutkiem dodałam.
- Nie wiem, może i jemu było trudno, albo wstydził się, po takim czasie się do ciebie odezwać… No nie mam pojęcia.
-Wstydził się?! Było mu trudno?! No proszę cię! To nie ja go zostawiłam i pojechałam na drugi koniec świata.  To była tylko i wyłącznie jego decyzja…- nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.- Sama wiesz jak trudno mi było przez ten rok. I to nie tylko przez niego. Śmierć mamy, studia, praca… To wszystko spadło na mnie tak nagle..- szlochałam do słuchawki.
-Wiem… Przyjechać do ciebie?- zapytała Maja.
- Jeśli możesz.- odparłam.
- Będę za pół godziny. – zdążyła odpowiedzieć, a ja się rozłączyłam.

Była godzina 23, a ona przejedzie całą Warszawę, żeby być tu razem ze mną.” Co ja bym zrobiła bez mojej Majki. „- pomyślałam.- „Dobrze jest mieć kogoś takiego przy sobie.”

Po jakimś czasie w mieszkaniu rozległo się pukanie. Chociaż przy drzwiach był dzwonek, Majka  nigdy go nie używała. Była tradycjonalistką i nie lubiła nowości. Pamiętam, jak kiedyś próbowała namówić mnie na kołatkę zamiast dzwonka. A nakłonienie jej do kupna telefonu, było prawdziwą katorgą.  

Poszłam otworzyć drzwi.
- Przepraszam, że tak długo, ale mój rower niestety nie ma opcji „SPEED”.- powiedziała z uśmiechem, podając mi butelkę naszego ulubionego wina.- Pomyślałam, że może się przydać.- dodała.
- Dziękuję. – tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. Uściskałam ją z całych sił i od razu zaczęłam płakać.

Maja odwajemniła uścisk i razem poszłyśmy do kuchni.  Obie wiedziałyśmy, że na chandrę najlepsza jest czekolada, tuskawki i wino. Nasz sprawdzony przepis.  W mojej kuchni nigdy nie brakuje tych składników, więc  nałożyłyśmy cząstki truskawek do pucharków i zalałyśmy to czekoladą. Chociaż pracuję w kuchni, to teraz nie chciało mi się jakoś specjalnie eksperymentować. Zabrałyśmy swoje porcje, kieliszki , butelkę z trunkiem i udałyśmy się do salonu. Usiadłyśmy na sofie i zaczęłyśmy rozmyślać.

- On powiedział, że chcę się z tobą spotkać.- w pewnej chwili powiedziała Maja.
- Co? Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś?- zapytałam.
- A po co? Sam fakt, że to on dzwonił wywołał u ciebie stan przedzawałowy.
- O matko..- moje serce znów zaczęło bić szybciej.
- I co? Spotkasz się z nim?- zapytała zaciekawiona przyjaciółka, nalewając wina do kieliszków.
- Chciałabym, ale co mogłabym mu powiedzieć? Tak strasznie mi go brakuje, ale jednocześnie nie mogę mu wybaczyć tego, że mnie tu zostawił..- znowu byłam zmuszona do podjęcia decyzji. I znowu nie wiem co zrobić.- Co radzisz?
- Nie wiem.. Może po prostu nic nie rób. Sam niech się postara. A ja wcale nie będę mu tego ułatwiać. Ma do mnie zadzwonić, kiedy będzie w Polsce i chcę się umówić na kawę. Spotkamy się, ale nic mu nie powiem. Niech sam drąży. Co ty na to?- zapytała.
- Zróbmy tak. I tak nic lepszego nie wymyślę.- odparłam wypijając trunek do dna i kładąc jedną rekę do kieszeni, gdy nagle poczułam, że coś tam jest. – O cholera miałam zadzwonić!- z melancholii wyrwała mnie wizytówka znaleziona w kieszeni.
- Co to?- zaciekawiła się Maja i zabrała ode mnie kawałek papieru.- Doktor Miłosz Wałachowski? Kto to?
- Lekarz? No popatrz. Taki wykształcony, a taki niewychowany.- pomyślałam głośno.- A niee, to taki jeden facet. Chciał mnie przejechać, ale mu się nie dałam. Miałam zadzwonić dzisiaj do niego.
- Przejechać? Jak to? Dlaczego ja zawsze o niczym nie wiem?- Maja ze złością obrzuciła mnie pytaniami.
- Jakoś nie było okazji, żeby ci o tym mówić. No wjechał na przejście dla pieszych, w ostatniej chwili się odsunęłam. I miałam do niego zadzwonić wieczorem, żeby to jakoś wyjaśnić. Która godzina?- zapytałam zerkając na zegarek. Był kwadrans po północy.- Późno, ale co tam niech ma za swoje.

Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i wybrałam numer widniejący na wizytówce.
„Lekarz… Może spieszył się tak do jakiegoś pacjenta, czy coś- w myślach próbowałam jakoś go usprawiedliwić, sama nie wiedząc dlaczego.

- Haloo..- usłyszałam w słuchawce zaspany męski głos.
- Śpi Pan? W głębi duszy miałam nadzieję, że czeka Pan na mój telefon.- Oznajmiłam zdecydowanym głosem.
- Przepraszam, ale kto mówi?- mężczyzna był znacznie zmieszany.
- Moje nazwisko niewiele Panu powie, bo nie miałam okazji się przedstawić. Jestem niedoszłą ofiarą pa ńskiej jazdy.
- Aaa to Pani. Wie Pani może, która jest godzina?- zapytał lekarz.
- Oczywiście 20 minut po północy. Obudziłam Pana? Ooo, przepraszam.- odparłam wyraźnie dumna z siebie.
- Nie, nic się nie stało. Lepiej być obudzonym w środku nocy w swoim łóżku niż w policyjnej celi.- powiedział z uśmiechem mężczyzna. Sama też się uśmiechnęłam. Nie spodziewałam się takiej reakcji z jego strony.- I co z tym zrobimy proszę Pani? Jak mogę się Pani odwdzięczyć?- zapytał mężczyzna.
- Liczę na Pana kreatywność. Niech się Pan wyśpi, żeby jutro nie spóźnić się do pracy. A ja, nie jestem żadną Panią, tylko Laurą, Miłoszu. Dobanoc.- Dodałam i rozłączyłam się.  Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz