Siedząc nad kolejnym esejem na temat „Kraje anglojęzyczne-ich
znaczenie w kulturze europejskienaj” nawet nie spostrzegłam, że ktoś usilnie próbuję się do mnie dodzwonić, kiedy mój wyciszony telefon leży sobie
grzecznie w torebce. Jednak coś mnie
tchnęło i sprawdziłam połączenia.
- No tak. Brawo. 5 połączeń nieodebranych od Mai. Ciekawe co się
stało.- powiedziałam sama do siebie, wybierając numer przyjaciółki. Znałyśmy
się dobre 3 lata i wiem, że, kto, jak kto, ale Maja nie dzwoni, aż 5 razy z byle
powodu. Zaciekawiona i
lekko poddenerwowana wsłuchiwałam się w sygnał.
- No wreszcie! Już myślałam, że UFO cię porwało! Czemu nie
odbierałaś moich telefonów?- zapytała przyjaciólka z wyrzutem.
- Przepraszam, ale telefon wyciszony leżał sobie w torbie, a ja
robiłam referat. Mów lepiej co się stało. Raczej nie dzwoniłaś 5 razy bez powodu!- myslałam, że ciekawość zje
mnie całą.
- No słusznie myślisz. Nigdy
nie zgadniesz, kto do mnie dzisiaj dzwonił!- zapytała Maja.
- Artur sobie wreszcie o tobie przypomniał? Nie żartuj. Odpuść
sobie tego pajaca.
- Pudło.-oznajmiła.
- Nie? No to nie mam pojęcia. Może twój ojciec? Ale nie.. to jest
nie możliwe. To on?- zapytałam.
- Nie, to nie on. I całe szczęście. Tego bym chyba nie zniosła. Dobra, powiem ci,
bo widzę, że kiepsko ci idzie.
- No dalej mów!- powiedziałam podniecona.
- Jeremy!
Dzwonił, żeby zapytać co u mnie i u ciebie oczywiście, i oznajmić, że przyjeżdza w przyszłym tygodniu na sympozjum! No i co?
Tego się nie spodziewałaś?!- wręcz wykrzyczała mi do słuchawki.
Faktycznie, tego się nie spodziewałam. Zamarłam w bezruchu i nie
mogłam wydusić z siebie słowa. On? Jak to w ogóle możliwe. Nie odzywał się
ponad rok, a tu nagle jeden telefon
zburzył cały mój dotychczasowy ład. Jasne, myślałam o tym dość często, w
końcu obiecał mi, że jeszcze się zobaczymy, ale w przyszłym tygodniu?! Już?
Zupełnie nie byłam na to przygotowana,
- Laura? Jesteś tam? Halo. Odezwij się.- z rozmyslań wyrwał mnie
głos przyjaciólki.
-Tak, tak, jestem.
Zamurowało mnie.- zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć.
- On się odezwał! Tak jak obiecał! Nie cieszysz się?- Maja była
wyraźnie wniebowzięta tym faktem.
- Nie wiem.
Jestem w…. totalnym szoku. Minął rok. Powoli traciłam już nadzieję, a tu…BUM.
Po prosto nie wiem, co powiedzieć...-byłam roztrzęsiona, a moje wypowiedzi pozbawione
ładu.
- No tak,
wiem.. Ale w końcu dotrzymał obietnicy. Może nie miał czasu, żeby się
odezwać, przylecieć do Polski, przecież wiesz, że bronił magistra. No nie
wiem.- Maja jakoś próbowała go usprawiedliwiać.
- I zostaje jeszcze jedna kwestia. Dlaczego zadzwonił do ciebie,
a nie do mnie?- ze smutkiem dodałam.
- Nie wiem, może i
jemu było trudno, albo wstydził się, po takim czasie się do ciebie odezwać… No
nie mam pojęcia.
-Wstydził się?! Było mu trudno?! No proszę cię! To nie ja go
zostawiłam i pojechałam na drugi koniec świata.
To była tylko i wyłącznie jego decyzja…- nie wytrzymałam i zaczęłam
płakać.- Sama wiesz jak trudno mi było przez ten rok. I to nie tylko przez
niego. Śmierć mamy, studia, praca… To wszystko spadło na mnie tak nagle..-
szlochałam do słuchawki.
-Wiem… Przyjechać
do ciebie?- zapytała Maja.
- Jeśli możesz.- odparłam.
- Będę za pół godziny. – zdążyła odpowiedzieć, a ja się
rozłączyłam.
Była godzina 23, a ona przejedzie całą Warszawę, żeby być tu
razem ze mną.” Co ja bym zrobiła bez mojej Majki. „- pomyślałam.- „Dobrze jest
mieć kogoś takiego przy sobie.”
Po jakimś czasie w mieszkaniu rozległo się pukanie. Chociaż przy
drzwiach był dzwonek, Majka nigdy go nie
używała. Była tradycjonalistką i nie lubiła nowości. Pamiętam, jak kiedyś
próbowała namówić mnie na kołatkę zamiast dzwonka. A nakłonienie jej do kupna
telefonu, było prawdziwą katorgą.
Poszłam otworzyć drzwi.
- Przepraszam, że tak długo, ale mój rower niestety nie ma opcji
„SPEED”.- powiedziała z uśmiechem, podając mi butelkę naszego ulubionego wina.-
Pomyślałam, że może się przydać.- dodała.
- Dziękuję. – tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. Uściskałam ją
z całych sił i od razu zaczęłam płakać.
Maja odwajemniła uścisk i razem poszłyśmy do kuchni. Obie wiedziałyśmy, że na chandrę najlepsza
jest czekolada, tuskawki i wino. Nasz sprawdzony przepis. W mojej kuchni nigdy nie brakuje tych
składników, więc nałożyłyśmy cząstki
truskawek do pucharków i zalałyśmy to czekoladą. Chociaż pracuję w kuchni, to
teraz nie chciało mi się jakoś specjalnie eksperymentować. Zabrałyśmy swoje
porcje, kieliszki , butelkę z trunkiem i udałyśmy się do salonu. Usiadłyśmy na
sofie i zaczęłyśmy rozmyślać.
- On powiedział, że chcę się z tobą spotkać.- w pewnej chwili
powiedziała Maja.
- Co? Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś?- zapytałam.
- A po co? Sam fakt, że to on dzwonił wywołał u ciebie stan
przedzawałowy.
- O matko..- moje serce znów zaczęło bić szybciej.
- I co? Spotkasz się z nim?- zapytała zaciekawiona przyjaciółka,
nalewając wina do kieliszków.
- Chciałabym, ale co mogłabym mu
powiedzieć? Tak strasznie mi go brakuje, ale jednocześnie nie mogę mu wybaczyć
tego, że mnie tu zostawił..- znowu byłam zmuszona do podjęcia decyzji. I znowu
nie wiem co zrobić.- Co radzisz?
- Nie wiem.. Może po prostu nic nie
rób. Sam niech się postara. A ja wcale nie będę mu tego ułatwiać. Ma do mnie
zadzwonić, kiedy będzie w Polsce i chcę się umówić na kawę. Spotkamy się, ale
nic mu nie powiem. Niech sam drąży. Co ty na to?- zapytała.
- Zróbmy tak. I tak nic lepszego nie
wymyślę.- odparłam wypijając trunek do dna i kładąc jedną rekę do kieszeni, gdy nagle poczułam,
że coś tam jest. – O cholera
miałam zadzwonić!- z melancholii wyrwała mnie wizytówka znaleziona w kieszeni.
- Co to?- zaciekawiła się Maja i
zabrała ode mnie kawałek papieru.- Doktor Miłosz Wałachowski? Kto to?
- Lekarz? No popatrz. Taki wykształcony, a taki niewychowany.-
pomyślałam głośno.- A niee, to taki jeden facet. Chciał mnie przejechać, ale mu
się nie dałam. Miałam zadzwonić dzisiaj do niego.
- Przejechać? Jak to? Dlaczego ja
zawsze o niczym nie wiem?- Maja ze złością obrzuciła mnie pytaniami.
- Jakoś nie było okazji, żeby ci o
tym mówić. No wjechał na przejście dla pieszych, w ostatniej chwili się odsunęłam.
I miałam do niego zadzwonić wieczorem, żeby to jakoś wyjaśnić. Która godzina?-
zapytałam zerkając na zegarek. Był kwadrans po północy.- Późno, ale co tam niech ma za swoje.
Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i
wybrałam numer widniejący na wizytówce.
„Lekarz… Może spieszył się tak do jakiegoś pacjenta, czy
coś”- w myślach
próbowałam jakoś go
usprawiedliwić, sama nie wiedząc dlaczego.
- Haloo..- usłyszałam w słuchawce
zaspany męski głos.
- Śpi Pan? W głębi duszy miałam
nadzieję, że czeka Pan na mój telefon.- Oznajmiłam zdecydowanym głosem.
- Przepraszam, ale kto mówi?-
mężczyzna był znacznie zmieszany.
- Moje nazwisko niewiele Panu powie, bo nie miałam
okazji się przedstawić. Jestem niedoszłą ofiarą pa ńskiej jazdy.
- Aaa to Pani. Wie Pani może, która
jest godzina?- zapytał lekarz.
- Oczywiście 20 minut po północy. Obudziłam Pana?
Ooo, przepraszam.- odparłam wyraźnie dumna z siebie.
- Nie, nic się nie stało. Lepiej być
obudzonym w środku nocy w swoim łóżku niż w policyjnej celi.- powiedział z
uśmiechem mężczyzna. Sama też się uśmiechnęłam. Nie spodziewałam się takiej reakcji z jego strony.-
I co z tym zrobimy proszę Pani? Jak mogę się Pani odwdzięczyć?- zapytał
mężczyzna.
- Liczę na Pana kreatywność. Niech
się Pan wyśpi, żeby jutro nie spóźnić się do pracy. A ja, nie jestem żadną
Panią, tylko Laurą, Miłoszu. Dobanoc.- Dodałam i rozłączyłam się. Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz