niedziela, 12 lutego 2012

Chapter I


Jeny. Ale mi go brakuje. Tak bardzo chciałabym się do niego przytulić i móc wdychać ten charakterystyczny zapach…”-pomyślałam, po czym postawiłam czajnik na gazie.
Ile to już będzie? Rok? Może dłużej. Poznałam go podczas wymiany studenckiej. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, kiedy wszedł do sali, w której akurat mieliśmy zajęcia. Już wtedy wiedziałam, że coś  nas połączy. Nie sądziłam, że coś aż tak wyjątkowego.  Ostatni raz widzieliśmy się jakoś w tamtym roku. Nigdy nie spodziewałabym się, że nasze kolejne spotkanie przyspoży mi tyle emocji.
 „Oj Laura, nie rozmarzaj się tak. Nie obiecuj sobie zbyt wiele. On może się już nie odezwać…”- westchnęłam i wzięłam łyk gorącej cieczy. –„Przecież minęło tyle czasu… Która godzina? Cholera spóźnię się na zajęcia!” Była 8:40, a do wyjścia miałam tylko 15 minut. Pobiegłam do łazienki i szybko przebrałam się w wytarte dżinsy i czerwoną koszulkę z nadrukiem. Włosy związałam w kucyk, a oczy przeciągnęłam tylko odrobiną czarnego cienia. Byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam ostatni łyk, wystygniętej już, herbaty i zabrałam torbę z przedpokoju.Na stopy naciągnęłam szybko czarne martensy. Zamknęłam drzwi na klucz i wybiegłam z budynku. „No, dzień zapowiada się wspaniale!”-głośno westchnęłam i zaczęłam podążać w kierunku uczelni.

Może poranne spóźnienie, a może ta wiosenna aura uwolniły mój umysł od myśli o Jeremy’m. Moją głowę zaprzątała teraz całkiem inna sprawa. Z rozmyślań wyrwał mnie dopiero pisk opon.
- Nie widzisz jak łazisz?!-  z samochodu wyszedł, a raczej wyskoczył wysoki i postawny mężczyzna.
- To ty nie widzisz, że jest tu przejście dla pieszych? –„ W ogóle, co to za ton?!”- pomyślałam- Miałam prawo tu przejść, to ty złamałeś prawo!
- No może rzeczywiście trochę przesadziłem. Przepraszam, ale spieszę się do pracy.
- Teraz to ja dzwonię po policję. Równie dobrze mogło tutaj przechodzić małe dziecko, które nie zareagował by tak szybko, jak ja.- zdenerwowana głupotą ludzką, zaczęłam szukać telefonu w torebce.
- Naprawdę bardzo Panią przepraszam. Może mogłoby jakoś obyć się  bez udziału policji. W końcu nic się nikomu nie stało.. – odparł lekko zmieszany cała sytuacją.
- Ale mogło. oznajmiłam wyraźnie poirytowana.
- Ma Pani rację. Przepraszam. Może dam Pani swój numer i jakoś się później dogadamy. Naprawdę bardzo się spieszę.- słychać było szczerość w jego wypowiedzi.
- Niech będzie. Ale po tym jak mnie Pan potraktował, nie powinnam być tak uprzejma. – odparłam.
- Tak, wiem. I tym bardziej jestem wdzięczny, że zdecydowała się Pani tak to potraktować. Dziękuję i przepraszam najmocniej. Miłego dnia.- dodał podając mi wizytówkę. –Proszę do mnie zadzwonić wieczorem.
- Oj, z pewnością zadzwonię. Do widzenia. – z papierowym prostokącikiem w dłoni przeszłam na drugą stronę ulicy. Dopiero teraz zauważyłam, że wokół nas zrobiło się niemałe zamieszani.-„No ładnie.”- pomyślałam i poszłam do domu, zadowolona ze swojego zagrania. „Doskonałe uwieńczenie wspaniełego dnia”- westchnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz