„Hej. Mam nadzieję,
że nie zapomniałaś o naszym spotkaniu? Będę za pół godziny.”-odczytałam
wiadomość od Mai. Nie, nie zapomniałam. Kroiłam właśnie warzywa do tarty, którą
zaplanowałam na kolację. Maja była wegetarianką, więc wiedziałam, że nie mogę
przygotować niczego z dodatkiem mięsa. Postanowiłam zrobić tartę na kruchym
cieście z papryką, bakłażanem i sosem pomidorowym. Warzywa wrzuciłam do
naczynia wyłożonego ciastem,całość zalałam sosem i włożyłam do piekarnika. Pod
koniec pieczenia chciałam wierzch posypać mozarellą. Deser już chłodził się w
lodówce. Obie z Mają byłyśmy wielbicielkami włoskich deserów, więc
przygotowałam tiramisu. Wszystko było już prawie gotowe, więc postanowiłam
ogarnąć trochę kuchnię i nakryć do stołu. Blat pokryłam moim ulubionym kremowym
obrusem, a na wierzch położyłam czerwony bieżnik. Dwa białe talerze idealnie
się z tym komponowały. Zaparzyłam dzbanek białej herbaty, a obok kwadratowych
spodków ustawiłam dwie śnieżnobiałe filiżanki. Z szuflady wyjęłam dwie pary
sztućców i również położyłam je obok nakrycia. Wszystko było już gotowe.
Poszłam do łazienki poprawić koka, który podczas pracy uległ rozluźnieniu i
przebrałam się w długą, kwiecistą sukienkę wiązaną na szyi. Z drewnianej
skrzyneczki wyjęłam długie kolczyki. Całość prezentowała się nienajgorzej.
Usłyszałam pukanie, więc poszłam otworzyć.
- Hej. Dla mnie się
tak wystroiłaś? Nie musiałaś.- Maja wyszczerzyła zęby.
- No a dla kogo?-
obróciłam się wkoło własnej osi- Zapraszam do środka.- wskazałam ręką wejście
do jadalni.
- Dzięki. Pomóc ci w
czymś?- zapytała przyjaciółka.
- Myślę, że nie. Idź,
usiądź. Ja zaraz wrócę. Możesz zalać hebaty.
- Ok.
Poszłam do kuchni
wyjąć potrawę z pieca. Wyglądała przepysznie, więc posypałam ją wcześniej
startym serem. Nabiał momentalnie się rozpuścił. Sięgnęłam po rękawicę i nóż, i
poszłam do jadalni.
- Mam nadzieję, że
będzie ci smakować.- uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- Na pewno. –
odwzajmniła uśmiech- I co? Zastanawiałaś się nad propozycją tego szefa kuchni?
- No pewnie, ale
nadal nie wiem, co zrobić… Byłam dzisiaj u taty, ale on też mi zbyt wiele nie
powiedział. Tylko Marek przekonywał mnie do zaryzykowania.- odpowiedziałam.
- No i może ma
rację.- odparła.
- Jedzmy, bo
ostygnie.- dodałam i zaczęłyśmy konsumować.
Cała tarta zniknęła w mgnieniu oka, jednak na
deser również znalazłyśmy miejsce. Po obfitym posiłku położyłyśmy się na
kanapie.
- A z tym Miłoszem to
jak jest? Podoba ci się?- zagadnęła przyjaciółka.
- No podoba mi się,
ale chyba nie jestem gotowa na związek. Wiem, minął rok, ale ja nadal nie mogę
się po tym otrząsnąć. I na dodatek jeszcze on teraz przyjeżdza… Ehh nie wiem,
co robić.- odpowiedziałam, wzdychając.
-No właśnie! Dzwonił
dzisiaj do mnie Jeremy.- przyjaciółka krzyknęła i usiadła na sofie- Zapomniałam
ci powiedzieć. Mówił, że przyjeżdza w środę.
- O cholera! To za
dwa dni!- również podniosłam się do pozycji siedzącej- Mówił coś jeszcze?
- No pytał, czy nie
zmieniłam zdania, co do spotkania. Powiedziałam, że nie i zapytałam, kiedy mu
pasuje. Odpowiedział, że w środę jest okej i umówiliśmy się o 17 na mieście.
- Mam nadzieję, że
nie w „Machinie”?!- zapytałam przerażona.
- No coś ty! Gdzieś
indziej. Nie pamiętam już dokładnie. Mam zapisane.
- Ok. No to bosko… To
wszystko dzieje się szybciej niż przypuszczałam… Mówił coś o mnie?- zapytałam.
- Tym razem nie.
- To dobrze?
- Nie wiem. Chyba
tak…- odpowiedziała mi przyjaciółka.
- Będzie dobrze,
prawda? Powiedz, że będzie.
- No pewnie. Musi
być.
Z rozmowy wyrwał nas
mój telefon, który dzwonił niewiadomo skąd. Zaczęłyśmy biegać i szukać po całym
mieszkaniu. Idąc za dźwiękiem dotarłam do łazienki. Okazało się, że komórka
została w spodniach, kiedy się przebierałam. Z zwinnością pantery wydostałam
telefon z kieszeni i odebrałam.
- SłUcham!-
krzyknęłam zaziajana.
- No cześć. Dzwonie w
nieodpowiednim momencie?- w słuchawce usłyszałam męski głos i od razu
zrozumiałam, że rozmawiam z Miłoszem.
-Nie, wszystko ok.
Miałyśmy tu małe zamieszanie, ale już się wszystko rozwiązało.- odparłam.
- Miałyście?
- No tak. Jest u mnie
Majka.- odpowiedziałam.
- Miałem zadzwonić.
- Pamiętam.-
uśmiechnęłam się do słuchawki- Jak minął dzień?
- Pracowicie. Do kliniki
przywieziono dzisiaj kobietę z bardzo poważną wadą i musieliśmy operować na
otwartym sercu. To była makabra.
- Ale żyje?-
zapytałam
- Na szczęście tak,
ale jest w bardzo ciężkim stanie. Leży w śpiączce i maszyny podtrzymują
wszystkie jej funkcję życiowe.
- To straszne…-
szczerze się przejęłam.
- Ale powiedz lepiej,
co u ciebie?- zapytał Miłosz z uśmiechem w głosie.
- U mnie nic
ciekawego. Byłam dziś u rodziny, a teraz siedzimy z Mają i zastanawiamy się nad
ludzką egzystencją.- odparłam.
- Coś was trapi,
skoro poruszacie takie tematy?
- Zawsze coś kogoś
trapi. Też ci może kiedyś o tym opowiem.- uśmiechnęłam się.
- Skoro tak mówisz.
Kiedy się zobaczymy?
- Jutro do południa
mam zajęcia, a później pracuję do późna…- odpowiedziałam szczerze zawiedziona
tym faktem.
- Trudno. Nadrobimy to jakoś.
Nie przeszkadzam wam już dłużej. Miło było cię usłyszeć. Do zobaczenia.-
powiedział Miłosz delikatnym, ciepłym głosem.
- Ok. Pa.
-Dzwonił
przystojniak?- zapytała wyraźnie rozradowana tym faktem Maja-.
- Dzwonił, dzwonił.
Niestety jutro mam cały dzień zawalony obowiązkami i nie będę miała czasu, żeby
się z nim zobaczyć.
- Oh, jaka ty
nieszczęsliwa.- przyjaciółka przewróciła oczami w geście besilności.
- No żebyś wiedziała…- odpowiedziałam. Zaczęłam myśleć, że może
wreszcie się wszystko ułoży, że będzie tak, jak powinno być. Uśmiechnęłam się
nawet sama do siebie. Lecz zawsze, kiedy pojawiały się tak optymistyczne myśli,
pojawiały się także te, z nalepką
„Jeremy”. Zdecydowanie to on, był
powodem moich wszystkich problemów. Może
nie tyle on, co wspomnienie o nim.
Zarówno te przykre, jak i te radosne. Nie mogłam
sę od nich uwolnić. I bałam się, że już zawsze tak będzie.
- Skoro jutro masz taki ciężki dzień, to ja już
pędzę. Obie musimy się wyspać, żeby jutro kontaktować. Lecę. – Maja ucałowała mój policzek i sprawdziła, czy
zawartość jej torebki jest kompletna.
- Możesz nocować,
przecież wiesz.- odpowiedziałam- Poza tym to, kto pozmywa po kolacji, coo?!-
krzyknęłam ze sztucznym wyrzutem.
- Przyda ci się
jakieś zajęcie.- puściła oko w moją stronę- Znając cię, to pewnie i tak nie
będziesz mogła zasnąć. Dobranoc. Śpij dobrze. W ogóle śpij. Trzymaj się, do
jutra.- pomachała mi w drzwiach.
- Pa, pa. Uważaj na
siebie.- uśmiechnęłam się- No to co Laura, zostałyśmy same. Zapowiada się noc
pełna wrażeń, mówię ci. Jak zawsze, zresztą. Parada atrakcji.- powiedziałam
sama do siebie.
Maja zdecydowanie
miała rację. Jak tylko wyszła zaczęłam sprzątać. Wszystko, by tylko nie myśleć
o tym Jeremym. W ogóle o nikim. Włączyłam muzykę, mimo ciszy nocnej. „Trudno, najwyżej zapoznam jakiegoś policjanta.”- pomyślałam. W moim przypadku, muzyka zawsze
pomagała mi w każdej sytuacji. Do odtwarzacza włożyłam płytę ”Nightmare”
Avenged Sevenfold i delikatnie
podgłosiłam. Zebrałam wszystko ze stołu i zaczęłam zmywać. Może trudno w to
uwierzyć, ale działało to na mnie wtedy kojąco.
Gdy skończyłam wytarłam wszystkie naczynia i sztućce. Pozamiatałam nawet
podłogę. Mimo późnej pory naszła mnie ochota na kakao, lecz postanowiłam, że
najpierw pójdę się umyć, więc poszłam do łazienki. Do wanny nalałam gorącej
wody i odrobinę mojego ulubionego, brzoskwiniowego płynu do kąpieli.
Rozpuściłam długie, brązowe włosy, które opadły mi na ramiona i zmyłam makijaż.
Z przyjemnością weszłam do wanny i rozkoszowałam się ciepłem wody. „Ten
dzień nie był tak zły, jak myślałam, że
będzie”- powiedziałam do siebie- „Jutro, bądź dla mnie równie łaskawe.”Zamknęłam oczy i lezałam tak około 15 minut.
Umyłam się i wyszłam z łazienki. Ubrałam się w moją starą koszulkę z nadrukiem
Nirvany, jeszcze z czasów liceum. Weszłąm do kuchni i wstawiłam mleko na
kakao. Po 5 minutach, już z kubkiem
gorącego płynu postanowiłam wyjść na powietrze. Mimo małej powierzchni,
uwielbiałam swój balkon. W ogóle lubiłąm swoje mieszkanie. Wynajmuję je od brata
Ani, mojej bratowej, od początku
pobytu w Warszawie, czyli już od 3 lat. Na początku mieszkałam z dwoma współlokatorkami,
ale teraz kiedy zarabiam, mogę sobie
pozwolić na mieszkanie w pojedynkę. Cudem jest w ogóle to, że tutaj mieszkam.
Gdyby nie znajomości na pewno nie byłoby mnie stać na lokum w centrum. I
to nie byle jakie lokum. Sypialnia,
salon z jadalnią, duża przestronna kuchnia i dość spora łazienka w centrum
Warszawy, nie byłyby możliwe, gdyby nie mój brat i serdecznie mu za to
dziękuję. Z kocem i kubkiem rozsiadłam się na hamaku, który zajmował całą
powierzchnię balkonu i wpatrywałam się w rozświetloną stolicę. Ciepło, z każdym łykiem, rozchodziło się przyjemnie
po całym moim ciele. Mimo maja, noce nadal
były dość chłodne, dnie za to bardzo słoneczne. Szczerze odpowiadało mi takie
rozwiązanie.
Siedziałam tak około
pół godziny. Była 2:30, a ja nadal nie spałam. Musiałam wstać rano o 6:30.
Uznając, że chyba jednak jestem
trochę zmęczona wybrałam się do
łóżka. Kochałam swoje łóżko, kochałam takie noce jak te, kochałam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz