„Cholera. Jestem pomiędzy młotem, a kowadłem. Czemu moje
życie musi być tak skomplikowane? A może po prostu ja sama je sobie
komplikuje?”- myślałam szykując się pospiesznie na zajęcia, aby się nie
spóźnić. Lubiłam swoje studia, ludzi z roku, jednak chyba z tym nie wiązałam swojej
przyszłości. Nie znalazłam dla siebie odpowiednich studiów, więc z braku
jakiegokolwiek wyjścia poszłam na filologię angielską z nadzieją przyszłej
pracy w zawodzie nauczyciela. Kiedy jednak podjęłam pracę w „Machinie” wszystkie moje dotychczasowe plany uległy
diametralnej zmianie. Odkryłam, że gotowanie jest właśnie tym, co chcę robić w
życiu. I własna restauracja miała mi pozwolić na rozwijanie się w tym kierunku.
Cieszyłam się z tego powodu, lecz strach jednak również mi towarzyszył.
„Ooo Panie, czemu moje życie jest takie beznadziejne?”-
pomyślałam wznosząc głowę do sufitu z nadzieją, że to coś zmieni. Nie zmieniło.
Wyjrzałam przez okno. Padał deszcz. Woda strugami spływała po szybach i robiła
niezliczone zacieki. Nie dość, że ludzie przeciwko mnie, to na dodatek pogoda.
Wszystko było beznadziejne i najchętniej zaszyłabym się w łóżku i przeczekała
ten zły czas. Niestety czas naglił i musiałam wychodzić na zajęcia. Nie chciało
mi się niemiłosiernie. Tym bardziej, jeśli przypomniałam sobie wczorajszy
incydent. Oj, nie chciałam tego pamiętać.
Z szuflady wyciągnęłam parasol, a na stopy nałożyłam
kalosze. Choć i jedno, i drugie były bardzo kolorowe wgl nie odzwierciedlały
wtedy mojego nastroju. Na ramiona zarzuciłam sweter i wyszłam. Niskie ciśnienie
towarzyszące opadom wgl mi w tym nie pomagało. Miałam ochotę zatrzymać się,
położyć na schodach i zasnąć. Gdy wyszłam na dwór zobaczyłam wielkie kałuże,
błoto, okropną szarość i smutek, która ogarnęła to, dotąd kipiące radością,
miasto. Aż żal było opuszczać ciepły i przytulny dom. Przywitałam się z
sąsiadką, wracającą właśnie ze sklepu, a sama musiałam stawić czoło mojemu
życiu. Wskoczyłam szybko do tramwaju, abym nie zmokła i już po jakichś 10
minutach byłam pod moją uczelnią. Biały dotąd budynek pod wpływem spadającego
deszczu przeobraził się w szarobury, wgl nie podobny do wcześniejszego.
Postanawiając przezwyciężyć swój zły humor i lenistwo, wbiegłam do szkoły i
udałam się w stronę sali. Wszyscy już prawie byli. Znalazłam sobie najdogodniejsze
miejsce i usiadłam. Cały dzień bardzo się dłużył, jednak dzięki mojemu
zaangażowaniu w zajęcia prawie wgl nie myślałam o moich problemach. Niestety,
zajęcia, jak i wszystko inne, kiedyś się kończy i musiałam od nowa powrócić do
rzeczywistości. Na domiar złego, wychodząc z sali, zauważyłam wychodzącego z innego
pomieszczenia Jeremy’ego i rozmawiającego z nim mojego profesora. Zapewne
przyjechał, aby się pochwalić swoimi sukcesami zawodowymi. Wcale bym się nie
zdziwiła. Przechodząc obok nich korytarzem miałam nadzieję, że mnie nie
zauważą. Taaa. Nie z moim szczęściem.
- Laura! Come here, please.- ku mojemu zdziwieniu usłyszałam
głos mojego wykładowcy historii.
- Yes?- zapytałam.
- Did you
already see Jeremy? He came to Poland
in Wendnesday.
- Yes, I have been seeing him. – odpowiedziałam nie do końca
pewna swojej odpowiedzi. Spojrzałam na Jeremy’ego. Stał uśmiechnięty i
widocznie szczęśliwy z tego przypadkowego spotkania.
- Oohh
really? And do you already know that he’s going to stay in Poland ? He is
going to start a very good job in polish firm. Isn’t it wonderful? –
zapytał ze szczerym entuzjazmem mój profesor. A mnie po prostu zamurówało. – It’s a brillant example
for all of you. In Poland
are good jobs too. You must learn how to search for them. And never
forget about your passion!- powiedział coś w tym rodzaju. Szczerze, to nawet
nie pamiętam.
- Oo that’s wonderful. Congratulations. – powiedziałam do
Jeremy’ego, delikatnie się uśmiechając.
- Thanks. And
how are you?- próbował zacząć rozmowę. Nie wiedziałam co mam począć.
- I have to
go, kids. See you soon.- powiedział nauczyciel i odszedł. – Bye.
- Actually, I have to go too…- rzuciłam, próbując nie zaczynać
z nim żadnych pogawędek.
- Oooo, no.
You won’t escape this time. We have to talk. You. Me. Café. Now.- mówił I
pokazywał najpierw na mnie, później na siebie i na znak “kawiarnia- 1 piętro”. „
Czy mam coś do stracenia?” pomyślałam sobie.
- Ok. Let’s go.- powiedziałam niezbyt przekonana swojej
decyzji.
W drodze do kawiarni Jeremy bardzo się starał, aby nawiązać
ze mną jakikolwiek kontakt. Oczywiście nie ułatwiałam mu tego. Jego próby
rozmowy o studiach, Mai i pogodzie skończyły się fiaskiem, co niezmiernie mnie
rozbawiło. Poczułam się trochę jakby czas się zatrzymał. A nawet cofnął. Pogadaliśmy
trochę o różnych głupotach, o tematach zupełnie bez sensu. Nadal potrafiliśmy
się dogadać mimo tak długiego rozstania. Niestety, nieubłaganie nadchodził czas
rozmowy na temat dla nas nieunikniony, czyli o nas samych. Jeremy kilkukrotnie
próbował zacząć ten wątek, jednak ja skutecznie zmieniałam temat. Tym razem
postanowiłam, że odpuszczę. Nie da się przecież od tego uciec.
- I’m sorry. – zaczął ponownie Jeremy- I’m so sorry. I regret every decision in this year.
If I could turn back time I won’t do what I’ve done. But I can’t. And that’s
the worst truth in my life.
- Tell me,
why?
- You were
so far away. A thousands miles from me. And suddenly, Me- fell in love, happy
man with the most beautiful girl in the whole world, I was alone. And I understood
that it hadn’t got sense. Now I know that was the worst decision in my life,
but I can’t change this. Simply, I wanted have you always by my side, always support
each other and be happy with you. But at a distance it wasn’t possible. I
thought that.
- You hurt
me, do you know that? That was the worst time in my life. And now you want to
change everything. Should I be happy? Because I’m not. I’m pleased with your
success, but you can’t expect that I will happy of your being here. You can’t imagine
how hard this year was for me. Not only because of you. So please don’t disturb
me and I won’t disturb you. We have our lifes now. Without ourselves. Let it
be.
- Ok. I
understand you. It’s hard to know that we bear the consequences of our choices.
Choices of our stupid youth.
- Stupid or
not. It’s our past and we can’t change this even if we want it very much. I’m
sorry but I can’t go. I have something to do. Nice to see you again and
good luck.- odpowiedziałam mu lekko się uśmiechając, tak jakby przez łzy, które
nie spływały mi po policzach, ale czułam się, jakby tak było.
- Nice to
see you too. Do you still work in a restaurant?- uśmiechnął się także I zadal
pytanie tak jakby nie rozumiał mojego pożegnania.
- No, no more in a „Machina” but maybe in another restaurant
some day…- uśmiechnęłam się, bo właśnie miałam iść załatwić sprawę z lokalem. –
I have to go. Really.
- Ok., I don’t stop you anymore.- uśmiechnął się i pomógł mi
założyć płaszcz. Nagle jego twarz spochmurniała i wyglądał na, tak jakby,
rozdartego w sobie. – Wait. I must
tell you something. I feel not fair with you.- zdenerwowałam się tymi
słowami i usiadłam z powrotem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz