poniedziałek, 14 maja 2012

Chapter X- For Julita and Ada


- Przepraszam cię, że tak wyszło…- powiedziałam roztrzęsiona całą tą sytuacją. Lecz on bez słowa wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą.- Co robisz?

- Chodź.- odburknął mi jak jeszcze nigdy. Podeszliśmy do samochodu i niemalże wepchnął mnie tam. Zdecydowanie mi się to nie podobało. Usiadł na miejscu kierowcy, spojrzał mi w oczy i powiedział:

- Co to miało być?- tak zdenerwowanego jeszcze nigdy go nie widziałam.

- Co się dzieje? Wszystko ok.?- zapytałam wyraźnie zaniepokojona całą sytuacją.

- Pytam się, co to miało być do cholery?!- teraz jego zdenerwowanie chyba osiągnęło punkt kulminacyjny.

- Nie będę z tobą gadać. – powiedziałam szybko i pobiegłam w kierunku mojej kamienicy. Szybko, jak tylko mogłam, (aby mnie nie dogonił) wbiegłam do mieszkania i zatrzasnęłam drzwi z hukiem. Przekręciłam klucz. Byłam bezpieczna. Oj tak. Zdecydowanie się go bałam. Ba! Byłam przerażona. Opadając z sił usiadłam pod drzwiami i próbowałam złapać oddech. No tego to jeszcze w kinie nie grali. „Co się stało z tym człowiekiem?”- to pytanie ciągle zaprzątało moją głowę, gdy nagle za swoimi plecami usłyszałam pukanie. Mimo zamkniętych drzwi, podskoczyłam do góry w obawie o swoje bezpieczeństwo. Usłyszałam głos.

- Przepraszam… Trochę mnie poniosło. Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. Przepraszam.- usłyszałam za drzwiami tego prawdziwego Miłosza, tego, którego znałam. Mimo to, nie odważyłam się mu odpowiedzieć.

- No otwórz, proszę. Przecież wiem, że tam jesteś. Mieliśmy iść do tej restauracji, nie pamiętasz?- O cholera! Rzeczywiście! W przypływie tych wszystkich emocji całkiem o tym zapomniałam. No trudno. Tę wizytę, będzie trzeba trochę przesunąć.” I to wcale nie jest wymówka. Ja po prostu tam teraz nie wyjdę.”- pomyślałam sama do siebie.

Podczas, gdy za drzwiami Miłosz urządzał akcję przeprosinową, ja postanowiłam wziąć prysznic i na spokojnie o tym wszystkim pomyśleć. Potrzebowałam chwili odpoczynku, relaxu. Ta cała sytuacja nie mogła mi się w głowie pomieścić. Przecież to niemożliwe. Chociaż z moim szczęściem wszystko jest możliwe. Myślałam, że strata pracy, to najgorsze, co może się wydarzyć. Niestety, myliłam się. Do tego doszedł jeszcze Jeremy, którego zupełnie się tutaj nie spodziewałam i Miłosz, którego zachowanie, było dla mnie jeszcze większym zaskoczeniem. To wszystko było nie na mój rozum. Czułam się wtedy jak Kubuś Puchatek- głupiutki pośród problemów. I tak jak u misia o małym rozumku, zaraz po prysznicu, przyszedł czas na „małe co nieco” . W międzyczasie odgłosy za drzwiami trochę się uspokoiły, a ja mogłam zabrać się za przygotowywanie obiadu. Gotowanie było dla mnie najlepszym lekiem na zło. Równie dobrze skutkowała rozmowa z Mają, do której zamierzałam zadzwonić podczas posiłku. Dzięki zakupom, które zrobiliśmy razem z, jeszcze normalnym, Miłoszem, mogłam zrobić sobie zapiekankę. Wstawiłam wodę na makaron, uprzednio ją soląc i zabrałam się za krojenie warzyw.

- Pomidory w plasterki, marchewkę w kostkę, cebulę w piórka, paprykę w paski…- wyliczałam sobie po kolei krojąc następne warzywa. Gadanie do siebie było u mnie normalne. No, ale cóż. Nienormalni tak mają. Położyłam patelnię na ogniu, wlałam odrobinę oliwy i wrzuciłam warzywa.  Kiedy makaron się ugotował, a warzywa były już podsmażone wrzuciłam go odcedzony na patelnię poddusiłam chwilę zalewając bulionem warzywnym. Poczekałam aż prawie cała woda wyparuje i przyprawiłam moje niedokończone danie. Następnie przełożyłam wszystko do niewielkiego naczynia żaroodpornego i posypałam startym serem. Wsadziłam do piekarnika na 15 minut, a w międzyczasie postanowiłam zadzwonić do Majki. Nie wiedziałam wgl co mam jej powiedzieć i, przede wszystkim, jak, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Wybrałam numer przyjaciółki i poczekałam aż odbierze.

- Tak, słucham.- usłyszałam głos w słuchawce.

- Hej.

- Laura! Widziałaś się z Jeremy’m?! W Warszawie jest Jeremy!- krzyknęła, aż musiałam ostawić telefon od ucha.

- Wiem.- odpowiedziałam, udając niewzruszoną.

- Był u ciebie? Widzieliście się?

- Taa. I to nie raz.- powiedziałam, próbując zatuszować swoje zdenerwowanie.

- Jak to? I dopiero teraz dzwonisz?

- A no jakoś tak wyszło. Słuchaj. Pierwszy raz był wczoraj w nocy, akurat wracałam z pracy. Wiesz jak mnie wystraszył?! Ale odesłałam go z kwitkiem.

- No i bardzo dobrze! I dzisiaj znowu przyszedł?.

- No tak..

- O popatrz. Przez rok ani jednej wiadomości nie napisał, a tu proszę. Ciekawe co mu się odmieniło.

- Wiesz jak on się zmienił? Ściął włosy, ubrany w jakiś garniak. No po prostu szok.

- Oj tam. I po co dzisiaj przyszedł?

- Znowu pogadać… Ale akurat trafił jak wychodziłam z Miłoszem…

- Uuu… Pobili się?- Maja zaśmiała się do słuchawki choć mnie wcale nie było do śmiechu.

- Oni nie, ale ja o mało co nie dostałam.

- Coo? Ja już niczego nie rozumiem.- odpowiedziała moja przyjaciółka wgl nie wiedząc o co chodzi.

- No ja Jeremy’ego znowu odesłałam z kwitkiem, ale on, jak to on, musiał zapytać, czy ja i Miłosz jesteśmy razem. Ja chciałam odejść, ale Miłosz wypalił, że jesteśmy ze sobą…

- No i bardzo dobrze!- krzyknęla do słuchawki tryumfalnie.

- No nie wiem. Jeremy odszedł, a Miłosz wepchnął mnie do samochodu i zrobił awanturę. Byłam tak przestraszona, że uciekłam do domu, ale on chyba jeszcze siedzi pod moimi drzwiami, ciągle mnie przepraszając… Poczekaj, zapiekanka.- powiedziałam, wędrując do pieca sprawdzić stan mojego obiadu. – Jestem.

- Że niby doktorek jest agresywny? Matko. Co się z tymi ludźmi dzieje. Myślałam, że on taki porządny… Ale nic ci nie zrobił?- zapytała z troską.

- Nie, wszystko jest ok. Trochę się tylko strachu najadłam. A tak wgl to skąd wiesz, że Jeremy przyjechał?

- Dzwonił do mnie. Chciał się umówić na kawę. I przy okazji zdobyć twój numer. Nie dałam mu, tak jak było ustalone. A na kawę idziemy jutro o 17.

- Mhm.. Dobra, ja kończę. Idę jeść dopóki gorące. Może wpadniesz jakoś później? Na kolacje czy coś?- zaproponowałam.

- Wiesz co, chętnie, ale mam mnóstwo nauki. Może innym razem, trzymaj się. Pa.

- Pa.- zdążyłam odpowiedzieć i usłyszałam sygnał odłożonej słuchawki.- Może szkoda, że nie dałaś mu tego numeru... – powiedziałam sama do siebie i poszłam nakładać obiad.




----------------------------------------------------------------------------------------------------------


For:
- Julita- "Powiedz mi, że ona nie będzie z Jeremym!"


- Ada- "Weź, niech ona będzie z Jeremym..."


Także tego xD


Ada! Nie przejmuj się!


Julita Tak samo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz