niedziela, 5 sierpnia 2012

Chapter XV


- Może wjedziesz na herbatę? Albo gorącą czekoladę?- zaproponowałam, puszczając do niego oczko.

- Na czekoladę bardzo chętnie.- uśmiechnął się i gestem ręki, dał mi pierwszeństwo. Uśmiechając się w duchu, wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. Wchodzą do domu, zauważyłam, że na podłodze leży jakaś biała kartka. Podniosłam ją, jednocześnie wskazując Piotrkowi drogę do salonu.

- A co to?- zapytał.

- Nie mam pojęcia. – spojrzałam na kartkę, która okazała się być kopertą. Szybkim ruchem otworzyłam ją i zaczęłam czytać.

- Stało się coś?-  Piotrek szybko wstał i podszedł do mnie zaniepokojony.

- Pfff…. Nie. Chyba nie. To Miłosz. Pisze, ze mnie bardzo przeprasza i wgl jakieś z dupy rzeczy. I zaprasza mnie na kolację dziś. DZIŚ?! Coo? O 21. Która jest?- zapytałam zdenerwowana.

- Za 5. Masz zamiar iść?

- Nie mam zamiaru nigdzie iść, bo to niby on ma tu po mnie przyjechać. Pfff… To się zdziwi.- zaczęłam się śmiać, co także zaczęło udzielać się Piotrkowi.

- Nie bardzo wiem o co chodzi. I z czego się śmieje. To wgl jest śmieszne?- zapytał Piotr, czym jeszcze bardziej mnie rozbawił.

- Zobaczysz.- uśmiechnęłam się i poszłam do sypialni.- Idę się przebrać. Możesz otworzyć wino? Stoi w kuchni na blacie.

- Po co ci wino? Mieliśmy pić czekoladę.

- Otwieraj, nie marudź. – uśmiechnęłam się i zniknęłam za drzwiami. Z szafy wyciągnęłam szybko moją sukienkę na czarną godzinę. Schowaną głęboko i wyciąganą tylko na wyjątkowe okazję. Oj tak, ta zdecydowanie taka była. Zdjęłam jeansy i koszulkę i założyłam tę sukienkę, w kolorze głębokiej czerwieni z dość duuużym dekoltem. Włosy spięłam w niedbały kok, a na szyję założyłam złoty wisiorek. Z szafy wyciągnęłam swoje najwyższe, czarne szpilki. Wyglądałam zdecydowanie…hm… wyzywająco. I tak miało być. Wyszłam pokazać się Piotrkowi.

- Żartujesz??- zapytał wbijając we mnie swój wzrok.

- Nie. – uśmiechnęłam się.- Tylko proszę cię Piotrek, współpracuj ze mną. Błagam.

- O co chodzi?

- O niic. Otworzyłeś już to wino?- zapytałam.

- No tak. Proszę.- wręczył mi kieliszek z płynem w kolorze mojej sukienki.

- Za naszą przyjaźń.- uśmiechnęłam się do zdezorientowanego Piotrka i stuknęłam swoim kieliszkiem, o jego.

- W ogóle nie rozumiem kobiet.- uśmiechnął się i zaczął pić. Ja również, tyle, że zamiast wlewać płyn w swoje gardło, wlałam go na koszulkę i spodnie Piotra.

- Jezu, przepraszam! – krzyknęłam z przerażeniem. Jednak moje przerażenie stopniowo zaczęło zmieniać się w wybuchy śmiechu. Nie mogłam się opanować.

- Cholera! No dziękuję bardzo! Widzę, że ty się świetnie bawisz!- zaczął krzyczeć na mnie Piotr.- Wychodzę!

- No przestań. Gdzie pójdziesz taki mokry. Idź wypierz sobie w łazience.- odwrócił się obrażony i poszedł do łazienki.- Nie gniewaj się na mnie, proszę. Nie chciałam.

- No wiem, wiem…- odwrócił się i wytknął mi język. Po chwili zniknął za drzwiami łazienki, a ja mogłam wreszcie swobodnie wybuchnąć śmiechem. Nie dane jednak było mi się długo śmiać, ponieważ usłyszałam pukanie. Przeżegnałam się i poszłam otworzyć.

- Hej. – uśmiechnął się Miłosz. – Widzę, że już gotowa. To dla ciebie.- mężczyzna wręczył mi bukiet czerwonych róż, których nota bene nienawidzę i wszedł do środka, jakby go ktoś zapraszał.- Wyglądasz… oszałamiająco.- dodał.

- Dziękuję. Właściwie to… nigdzie się nie wybieram, ale bardzo doceniam twoje starania.

- Jak to się nigdzie nie wybierasz? A ten strój? I wgl wszystko? Nie mów, że siedzisz tak, oglądając telewizję. – uśmiechnął się głupio, myśląc, że to żart.

- Właściwie to nie… Piotrek, możesz tu przyjść na chwilę?- krzyknęłam w stronę łazienki i po chwili zobaczyłam idącego w moją stronę nieświadomego Piotra…UWAGA, UWAGA!... tylko i wyłącznie w ręczniku obwiązanym wokół bioder. Ledwo powstrzymałam się od śmiechu.

- W łazience nie było nic innego, to wziąłem… Dobry wieczór.- Piotrek stanął jak wryty widząc Miłosza, co również skutkowało w drugą stronę.

- Kochanie, chciałam ci kogoś przedstawić. – spojrzał na mnie, jakbym mu matkę zabiła, co odwzajemniłam uśmiechem.- To Miłosz, mój znajomy. Miłosz,- zwróciłam się do mężczyzny stojącego naprzeciwko mnie- to mój chłopak Piotrek.- uśmiechnęłam się, a chłopacy PODALI SOBIE RĘCE. Haha, myślałam, że posikam się, ze śmiechu. Piotrek tak jak prosiłam przejął inicjatywę i objął mnie w pasie.

- Może zaprosisz swojego gościa na herbatę?- zapytał Piotr uśmiechając się do mnie, sztucznie oczywiście.

- Właśnie. Może zostaniesz?- zapytałam Miłosza, siląc się na uprzejmość.

- Nie chcę wam przeszkadzać. Hmm… lepiej już pójdę.-  odpowiedział zmieszany chłopak.

- No coś ty, przestań. Nie przeszkadzasz. Laura, robi pyszną gorącą czekoladę, musisz spróbować! – Piotr uśmiechnął się, o dziwo tak naturalnie, że aż byłam w szoku!- Chodź!- złapał chłopaka za ramię i wprowadził do środka. Nie miałam wgl pojęcia co on robi.

- To ja pójdę do kuchni, a ty wprowadź gościa do salonu. – uśmiechnęłam się naturalnie jak tylko umiałam i poszłam przerażona w kierunku kuchni. 

2 komentarze:

  1. your blog is very good and interesting <3 keep in touch!

    xx
    beauthi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. dzikuje na pewno przeslucham ich tworczosc ;> pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń